W poszukiwaniu Śląskiej zieleni. Twoje stereotypy legną w gruzach!

W ramach kolejnej odsłony projektu Wokoło Śląskiego, chcę Wam pokazać kilka spokojnych, przyjemnych i przede wszystkim zielonych miejsc na rower na Śląsku. A w sumie, nie tylko na rower!  :)  Dobrych na jednodniową wycieczkę, samemu czy z rodziną. Nie uwierzycie jak na Śląsku może być pięknie.

Co prawda ze względu na jesień, zieleni już nie uświadczyłem za dużo, poza drzewami iglastymi, które liści nie zrzucają bo ich nie mają (heh, ale żarcik), jednak nic to nie szkodzi. Wyszło nawet na lepsze, bo żółto-pomarańczowo-czerwona paleta barw ciągnących się momentami po horyzont lasów zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie, niż jak byłem tutaj ostatnio na wiosnę.

Po ostatniej wycieczce do Zabrza, dziś pora na Katowice i okolice. Jako, że dzień już niezbyt długi, postanowiłem zrobić sobie przejażdżkę nie dłuższą niż 75 kilometrów. Aktualnie przeprowadziliśmy się do Siemianowic, więc miałem nieco dalej niż z Katowic, jednak trasy wycieczek rowerowych na poniższych mapach postanowiłem poprowadzić z Katowic. Bo jakoś tak wydaje mi się to rozsądniejsze i bardziej praktyczne dla większej ilości potencjalnie zainteresowanych taką wycieczką osób. No i dzięki temu także więcej niedowiarków, co to nigdy na Śląsku nie było uwierzy, że wystarczy tylko wyjechać trochę poza miasto, aby przez wiele godzin przebywać sam na sam z naturą.

Śląsk na rowerze. Propozycja jednodniowej wycieczki rowerowej

A dlaczego piszę w liczbie mnogiej „trasy rowerowe” skoro na rowerze byłem tylko jeden dzień? Ponieważ postanowiłem wrzucić Wam dwie propozycje wycieczek rowerowych niedaleko aglomeracji śląskiej. Jedna,którą jechałem teraz, licząca sobie około 70 kilometrów z centrum Katowic, druga zaś trasa rowerowa to propozycja krótsza. Bo mam też świadomość, że nie każdy chce lub da radę  pokonać taki dystans na rowerze.

Giszowiec – przerwa pierwsza

No to jedziemy. Pierwszy przystanek na roztarcie skostniałych od zimna dłoni zrobiłem sobie już po kilku kilometrach w dzielnicy Katowic – Giszowcu. Co też myślałem, nie zabierając ze sobą rękawiczek?!

Dawno na Giszowcu nie byłem, a bardzo lubię to miejsce. Próżno szukać drugiej tak klimatycznej dzielnicy Katowic. Dzielnica Giszowiec powstała 1907-1910 i jest bardzo nietypowym jak na ówczesne standardy budowania osiedlem górniczym. Giszowiec został zbudowany według koncepcji miasta-ogrodu, której twórcą był angielski urbanista E. Howard. W miastach takich, czy dzielnicach za główny cel obierano – zaraz obok wyłącznie niskiej zabudowy – stworzenie jak największej ilości terenów zielonych – ogrodów prywatnych, skwerów czy parków.  W myśl tej zasady zostały w Polsce zbudowane obok Giszowca choćby: Milanówek, warszawski Muranów, Sadyba i Włochy, Karłowice we Wrocławiu, czy też Nowa Huta w Krakowie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po zrobieniu kilku zdjęć jadę dalej na południe, w kierunku z kolei największej, najbardziej zielonej dzielnicy Katowic- Murcek. I to w niej spędzę dziś najwięcej czasu.

Aha, okazuje się, że mam w sakwie zimowe rękawiczki niewypakowane od ostatniego razu, kiedy to jechaliśmy rowerem do Czech północnych. Ha!

Lasami Murckowskimi w kierunku Imielina

Kolejny fragment przez las okazuje się być niezłą masakrą. Pamiętajcie – nigdy, przenigdy nie ufajcie google maps i jego trybowi rowerowemu. Przynajmniej do czasu, aż tego nie naprawią. Już któryś raz z kolei, któraś wycieczka z rzędu przy wyznaczaniu trasy posiłkowałem się tym trybem, bo przecież wujek google dobrze wie, jak fajnie ominąć główne drogi! – myślałem, jednak okazuje się, że nie do końca. Raz wyprowadził mnie na skraj 10 metrowej skarpy, gdzie w dole były tory kolejowe i sugerował, że położona równie 10 metrów nad ziemią rura ciepłownicza to mostek, którym należy przejść na drugą stronę. Innym razem (nawet dwukrotnie) wbił mnie tak głęboko w las, że musiałem przeskakiwać pomiędzy zalewiskami, pchać rower pod jakieś skarpy, przerzucać przez powalone drzewa, aż w końcu zawracałem.

3601

 

Ale bez obaw, naniosłem na powyższe trasy rowerowe poprawki, więc teraz powinno być już super dobrze! :)

Dalej było już tylko lepiej. Z nieukrywaną przyjemnością pokonuję kolejne dukty leśne, aż w końcu wyjeżdżam w okolicy miejscowości Wesoła, skąd rozpościera się przepiękny widok na okolicę. Ten kolorowy, zalesiony widok, na który ludzie nigdy na Śląsku nie będący reagują: „o kurde, ale wy macie tutaj lasów!!!!”. Zresztą zobaczcie sami.

Czasami to i ludzie od urodzenia mieszkający na Śląsku zdziwieni są tymi widokami. A przypomnę, że jestem aktualnie nie dalej niż 12 kilometrów od centrum Katowic.

Rękawiczki niezbyt pomagają, gdyż początek trasy jest w dużej mierze lekko z górki, a to w połączeniu z wiatrem  w twarz powoduje, że nie sposób się rozgrzać pedałując. Zresztą nawet o żadnym przyspieszaniu nie ma mowy, kiedy co chwila muszę się zatrzymywać, aby zrobić zdjęcie. A to świetny widok, a to jakiś kot miauczący na środku drogi, któremu życie trzeba uratować.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dziwny zbiornik Dziećkowice. Główny punkt wycieczki

Najdalszym na południe punktem, który obrałem sobie za cel wycieczki jest Zbiornik wodny Dziećkowice. Jezioro niesłychanie ciekawe, bo leżące na terytorium Imielina (2/3) i Chełmu Śląskiego (1/3), a noszące nazwę miejscowości Mysłowic – Dziećkowice, z którymi nie ma nic wspólnego. Zbiornik, a właściwie jego niecka powstała na skutek wydobycia piasku na potrzeby jednej z kopalń w Sosnowcu. Piasek wykorzystywany w kopalniach był jako materiał podsadzkowy, czyli służący do wypełnienia wyeksploatowanych tuneli górniczych, aby zapobiec ich zapadaniu się w przyszłości.

Skąd jednak ta nazwa?

Na początku, jako pierwsze w latach 60-tych, na potrzeby kopalni zaczęto wydobywać piasek w faktycznej miejscowości Mysłowic – Dziećkowicach i co całkiem naturalne, nazwano je „Dziećkowice I”. Jednak za kilka lat stwierdzono, że potrzeba więcej piasku i zaczęto wydobywać materiał kilka kilometrów dalej, już poza Mysłowicami, a na terenie Imielina i  Chełmu Śląskiego, jednak zbiornik, nie wiedzieć dlaczego również postanowiono nazwać „Dziećkowice”, z tą różnicą, że nadano mu numer „II””. I tak zostało.

Po zamknięciu kopalni, nieckę postanowiono zaś zalać i wykorzystać jako zbiornik wody technologicznej dla Huty Katowice. Po kilku latach jednak, Huta Katowice zorganizowała sobie znacznie tańszy zamknięty obieg wody i tak duży zbiornik nie był im już potrzebny. Wtedy to postanowiono z całkowicie już zalanego zbiornika, zrobić zwyczajnie zbiornik wody pitnej. A bardziej zagłębiając się w szczegóły – rezerwuar wody surowej do uzdatniania.

Aktualnie jest to jeden z najczystszych zbiorników w woj. śląskim. Co prawda obowiązuje  na jego terenie zakaz kąpieli, gdyż jest on własnością prywatną, jednak za cichym przyzwoleniem władz faktycznie można się tutaj kąpać. W ciepłe, letnie dni ściąga nad Dziećkowice nawet do 5000 osób. Myślę, że w okresie letnim można taką wycieczkę rowerową fajnie urozmaicić o kąpiel.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po krótkiej przerwie i ponownym roztarciu skostniałych rąk zabieram się do dalszej jazdy. Jakieś liche te rękawiczki.

Do połowy zbiornika jadę lasem wzdłuż linii brzegowej fotografując z ukrycia wędkarzy, później zaś odbijam już w drogę powrotną, na północ. Od tego momentu zdecydowanie częściej droga prowadzi lekko pod górkę, co tylko mnie cieszy, gdyż będę mógł się w końcu rozgrzać.

Nic jednak z tego. Plany krzyżują mi ponownie widoki. Kiedy ledwo zdarzyłem złapać bardziej zadowalające tempo, wpaść w ulubiony rytm, zmuszony zostałem gwałtownie zatrzymać swój rower, niemalże przelatując przez kierownicę.

Szybka zmiana obiektywu, ostrość ustawiona na manualną i bach!!

OLYMPUS DIGITAL CAMERADawno nie udało mi się zrobić takich zdjęć z tak bliska. I co ciekawe, przez długa chwilę w ogóle się mnie się nie bały, mało tego – zdjęcie zrobione było praktycznie w środku miejscowości, na polu znajdującym się pomiędzy 5 domami! Coś pięknego mieć taki widok z pokoju…

Chwilę później podobny scenariusz – znowu gwałtowne hamowanie. Dobrze jednak, że modelki nie była tak płochliwe.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rezerwat Murckowski – dawna Puszcza Śląska

No i w końcu czas na najlepszy moment całej śląskiej wycieczki rowerowej. W okolicach 40-50 kilometra w końcu kieruję swoje rowerowe koła ponownie w las, a właściwie w Rezerwat Murckowski. Jest to rozciągający się na obszarze ponad 100ha obszar leśny, w części chroniący dawny obszar Puszczy Śląskiej. Teren ten, a przynajmniej odcinek prostej drogi, którym jechałem może nie jest najlepszym na rower, jednak widokowo, moim skromnym zdaniem nie ma sobie równych i próżno szukać piękniejszego lasu na Śląsku. Ja przynajmniej takiego nie znam.

Początek rezerwatu
Początek rezerwatu

Rezerwat w dużej mierze tworzą stare, nawet 200-letnie buki i próżno szukać jakichś niższych drzew, czy też paproci czy krzewów. Dzięki temu las jest niebywale jasny i przejrzysty, co właściwie sprawia, że można rowerem udać się w jakimkolwiek kierunku zaczynając ze ścieżki. Jedyny problem to leżące w wielu miejscach, powalone grube na ponad metr pnie tychże buków, które kilkukrotnie na odcinku zaledwie 4 kilometrów wymuszały na mnie schodzenie z roweru i przenoszenie go. Jednak nawet dodaje to pewnego rodzaju uroku temu przedzieraniu się przez dawną puszczę. Bardzo polecam. Więcej zdjęć:

Na sam koniec zaś wisienka na torcie, czyli…

Widok z hałdy Murcki! Śląskie zielone tereny po horyzont

Hałda Murcki wcale jakoś wybitnie nie wywyższa się ponad otoczenie, jednak jest na tyle wysoka, aby można było z niej zobaczyć całkiem niezłą panoramę, widok rozciągający się ponad linią drzew liczący niemalże 360 stopni. I co najpiękniejsze, praktycznie z każdej strony na wiele, wiele kilometrów rozciągają się złociste jesienne lasy. Rewelacyjne miejsce. Jakbym tylko miał ze sobą namiot i by tak paskudnie nie wiało zostałbym tutaj na wschód słońca.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przez Park Kościuszki z powrotem do Katowic

Podczas robienia timelapsa, gdzieś wywiało mi rękawiczkę. Nie muszę chyba dodawać, że podczas całej trasy powrotnej nie tylko muszę rozcierać skostniałe dłonie, ale co chwila przekładać tę, która mi się ostała.

Końcówka wycieczki była trochę nerwowa, gdyż wspaniałomyślnie nie zabrałem ze sobą lampek, a dzień krótki. Mało tego – uciekła mi jedna godzina z samego rana, bo zapomniałem o przestawianiu czasu, jednak telefon nie zapomniał i sam się przestawił co skutkowało późniejszym o godzinę wstawaniem.

Ostatni punkt wyjazdu to Park Kościuszki. Polecam choć przejechać. Park jest piękny zwłaszcza w lato, kiedy kwitną liczne klomby, pergole czy aleja róż, jednak jesienią też w sumie niczego mu nie brakuje. Park Kościuszki jest największym w Katowicach i licznie odwiedzany jest przez mieszkańców południowych dzielnic Katowic.

Na szczególną uwagę w Parku zasługuje jedyna w Polsce wieża spadochronowa. W latach 50-tych używana była do początkowych szkoleń skoczków spadochronowych i związana jest z nią także legenda jakoby w pierwszych dniach wojny sama wieża i przebywający na niej harcerze stawiali opór wkraczającej armii Werhmachtu. Ogólne jej historia jest bardzo ciekawa, polecam doczytać.

Polecam też zerknąć do Marcina Wesołowskiego i zobaczyć jak ktoś spoza Katowic widzi to miasto. Bardzo dobry tekst o nowoczesnej architekturze Katowic.

Wieża liczy 35 metrów wysokości
Wieża liczy 35 metrów wysokości

Wasze sugestie ciekawych miejsc do odwiedzenia na rowerze na Śląsku?

No i to by było na tyle. Mam nadzieję, że propozycja Wam się spodobała, że być może tekst ten i zdjęcia skuszą Was do przybycia na Śląsk. Odsyłam do innych tekstów z serii „Wokoło Śląskiego”, w której pokazuję ciekawe miejsca w  województwie śląskim. Poza tym, jeśli macie jakieś inne propozycje, polecacie zobaczyć inne atrakcje, fajne miejsca w okolicach Katowic, być może na mojej trasie, zachęcam do komentowania.

Karol Werner

Seria „Wokoło Śląskiego” powstaje przy współpracy z Śląską Organizacją Turystyczną.

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych artykułach i filmach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołączysz do ponad 80 000 obserwujących osób!

67 komentarzy

Dodaj komentarz